Forum jest dostępne tylko do czytania. Ewentualne pytania do księży prosimy zadawać im przez e-mail (zobacz listę adresów).

Autor Wątek: Msze Gregoriańskie  (Przeczytany 8650 razy)

Offline opornik

  • Użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 169
Msze Gregoriańskie
« dnia: Pon, 31.10.2005, 12:51 »

Msze Gregoriańskie


Św. Grzegorz Wielki: Nie wydaje mi się, żeby należało pominąć milczeniem to, co wydarzyło się w moim klasztorze, o ile pamiętam, trzy lata temu. Mnich imieniem Justus, biegły w sztuce lekarskiej, usługiwał mi pilnie gdy byłem w klasztorze, i pielęgnował mnie w moich nieustannych chorobach. Pewnego dnia zachorował i był bliski śmierci. Pielęgnował go jego rodzony brat, Kopiosus, który jeszcze teraz w tym mieście zarabia na życie jako lekarz.

Wspomniany Justus, widząc że zbliża się jego koniec, zwierzył się swemu bratu, Kopiosusowi, że miał potajemnie schowane trzy złote monety. Nie można było tego ukryć przed braćmi, którzy starannie szukając przejrzeli wszystkie leki Justusa i znaleźli te trzy monety, ukryte w którymś lekarstwie.

Gdy mi o tym doniesiono, nie mogłem spokojnie znieść takiego zła u brata, który żył wspólnie z nami. Reguła bowiem naszego klasztoru zawsze głosiła, że wszyscy bracia mają żyć wspólnie i żadnemu nie pozwalała mieć nic na własność. W wielkim smutku zacząłem się zastanawiać, co mam uczynić dla oczyszczenia umierającego i jaki dać przykład żyjącym braciom.

Wezwałem Precjosa, przeora klasztoru, i powiedziałem mu: "Idź! Niech żaden z braci nie zbliża się do umierającego, niech on nie usłyszy od żadnego z nich słowa pociechy. Gdyby w chwili śmieci domagał się obecności braci, niech brat rodzony powie mu, że z powodu monet które schował w tajemnicy, wszyscy bracia są mu niechętni. A to po to, aby przynajmniej w chwili śmierci dusza jego zaznała gorzkiej skruchy i została oczyszczona z popełnionego grzechu. Gdy już umrze, niech nie będzie pochowany na cmentarzu braci. Wykopcie gdziekolwiek otwór w gnojowisku, wrzućcie go tam, a na niego rzućcie te trzy monety złote, które pozostawił. Wszyscy też zawołajcie: <<Pieniądze twoje niech idą z tobą na zatracenie>>. Po czym przykryjcie go ziemią".

Chciałem jednocześnie osiągnąć dwa cele: pomóc umierającemu, i żyjącym braciom. Jemu - żeby gorycz umierania ułatwiła mu odpuszczenie grzechów; im natomiast - żeby to surowe potępienie uchroniło ich przed podobnym upadkiem.

Tak się stało. Gdy ten brat był bliski śmierci i z niepokojem chciał polecić się braciom, nikt nie raczył zbliżyć się do niego ani z nim rozmawiać. Jego rodzony brat wytłumaczył mu, dlaczego wszyscy mieli go w nienawiści. Justus zaczął gwałtownie rozpaczać z powodu popełnionego grzechu, i w tym smutku opuścił ciało. Został tak pochowany, jak powiedziałem. Wszyscy bracia, zaniepokojeni tym wyrokiem, zaczęli przynosić różne drobne i pozbawione jakiejkolwiek wartości przedmioty, których zgodnie z Regułą mogli używać. Bali się bowiem, że mogą mieć u siebie coś, za co mogliby być skarceni.

Po upływie trzydziestu dni od jego śmierci, zacząłem współczuć zmarłemu bratu; z wielkim bólem myślałem o jego udrękach i zastanawiałem się, jak mu pomóc. Wezwałem Precjosa, przeora klasztoru, i ze smutkiem powiedziałem mu: "Długo już nasz zmarły brat pozostaje w ogniu. Winni mu jesteśmy okazać trochę miłości i, o ile możemy, pomóc mu wyrwać się stamtąd. Postaraj się, aby począwszy od dziś przez dni trzydzieści składana była w jego intencji Ofiara. Niech nie będzie dnia, w którym nie ofiarowano by zbawczej Hostii w intencji odkupienia jego win". Precjosus odszedł i zrobił jak kazałem.

Zajęci różnymi sprawami, nie liczyliśmy dni. Lecz pewnej nocy ten zmarły brat ukazał się we śnie swemu bratu, Kopiosusowi, który go zapytał: "No i jak, bracie? Co z tobą?" Justus odpowiedział: "Aż dotąd było źle, ale teraz już jest dobrze, dziś bowiem zostałem dopuszczony do wspólnoty".

Kopiosus szybko zawiadomił o tym braci w klasztorze. Bracia zaś dokładnie przeliczyli dni; był  to właśnie dzień, w którym po raz trzydziesty została za niego złożona Ofiara. Kopiosus nie wiedział, co bracia uczynili dla zmarłego, a oni nie wiedzieli, jakie on miał widzenie. Gdy Kopiosus dowiedział się co bracia zrobili, a oni dowiedzieli się o jego śnie, sama zgodność w czasie snu i Ofiary wykazała wyraźnie, że zmarły brat dzięki zbawczej Hostii uniknął dalszej męki. (Dialogi, IV 57)


Taki jest początek tzw. Mszy Gregoriańskich, odprawianych przez trzydzieści dni pod rząd. Uzasadnienie biblijne stanowi Pwt 34,8 - Izraelici przez 30 dni opłakiwali śmierć Mojżesza.


Św. Grzegorz Wielki: Trzeba jednak wiedzieć, że te święte Ofiary pomagają tylko tym zmarłym, którzy za życia zasłużyli na to by ich wspomogły dobre czyny, jakie inni tu spełniają dla nich.

Trzeba jednak wziąć pod uwagę że dla każdego jest o wiele pewniejszą rzeczą, jeśli sam póki żyje pełni dobre uczynki, niż miałby po śmierci oczekiwać ich od innych dla siebie. Większym szczęściem jest wyjść wolnym, niż w więzach błagać o wolność. Powinniśmy więc całym sercem gardzić czasem obecnym choćby dlatego, że widzimy jego przemijanie. Codziennie składać Bogu ofiarę łez i codziennie ofiarowywać Hostię Jego Ciała i Krwi.

Ta Ofiara bowiem w sposób szczególny zbawia duszę od wiecznej śmierci, gdyż odnawia dla nas misterium śmierci Syna Jednorodzonego, który choć powstawszy z martwych już więcej nie umiera i śmierć nad Nim nie ma władzy, to jednak żyjąc sam w sobie w sposób nieśmiertelny i nie podlegający zepsuciu, zostaje na nowo w tym misterium świętej Ofiary za nas ofiarowany. Jego Ciało jest przyjmowane, Jego Ciało jest rozdzielane dla zbawienia ludzi, Jego Krew zaś rozlana nie na ręce niewiernych, lecz w usta wiernych.

Pomyślmy więc czym dla nas jest ta Ofiara, która odtwarza zawsze mękę Jednorodzonego Syna poniesioną dla naszego zbawienia. Kto z wierzących mógłby wątpić, że w chwili tej Ofiary na głos kapłana otwierają się niebiosa, że w tym misterium są obecne chóry aniołów, to co najwyższe łączy się z tym co najniższe, ziemia jednoczy się z niebem, niewidzialne i widzialne stają się jednym.

Trzeba jednak abyśmy składając Najświętszą Ofiarę, sami siebie ze skruchą serca ofiarowali Bogu, ponieważ celebrując misteria Męki Pańskiej powinniśmy naśladować to, w czym bierzemy udział. Wtedy będzie to prawdziwa Hostia za nas dla Boga, gdy nas samych uczyni ona hostią.

Należy starać się, także po czasie przeznaczonym na modlitwę, na ile za łaską Bożą możemy utrzymać duszę w powadze i gorliwości, aby nie osłabiły nas rozproszone myśli, nie ogarnęła nas próżna wesołość i dusza przez roztargnienie nie straciła tego, co zyskała dzięki skrusze. Dlatego Anna zasłużyła aby otrzymać to o co prosiła, że gdy przestała płakać trwała w tej samej gorliwości. To o niej jest napisane: Twarz jej nie zmieniała już wyrazu. [1Sm 1,18] Ponieważ nie zapomniała o tym że prosiła, nie została pozbawiona daru, o który błagała.

Trzeba też wiedzieć że tylko ten ma prawo ubiegać się o przebaczenie swego grzechu, kto przedtem przebaczył swemu winowajcy. Dar bowiem nie może być przyjęty, jeśli z duszy nie została usunięta niezgoda. Mówi to Prawda: Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar twój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Z tego widać, że jeśli dzięki Ofierze każda wina może być wybaczona, to niezgoda jest winą tak ciężką, że dar za nią nawet nie może być przyjęty. Powinniśmy więc w myśli iść do bliźniego, choćby był bardzo od nas daleko, w sercu upaść przed nim, pokorą i życzliwością go uspokoić. Wówczas Stwórca nasz, widząc dobrą wolę naszej duszy, uwolni nas od grzechu, ponieważ przyjmie naszą za niego ofiarę.

Póki więc mamy czas aby uzyskać przebaczenie, póki Sędzia okazuje cierpliwość, póki Ten, kto sądzi nasze grzechy, oczekuje naszego nawrócenia, niech nasze łzy zmiękczą nasze twarde serce, kształtujmy w sobie uczucia życzliwości i dobroci wobec bliźnich. I śmiało mogę powiedzieć, że nie będziemy potrzebowali po śmierci zbawczej Hostii, jeśli przed śmiercią sami będziemy hostią dla Boga. (Dialogi, IV 59-62)
nioł Pana zakłada obóz warowny
wokół bojących się Jego i niesie im ocalenie